I’m your doll. Your perfect doll. Just pull the strings.
niejedną.
jestem dla ciebie obrazkiem, kolorową pocztówką z zamorskich krain.
jestem dla ciebie chwilą zapomnienia.
nie jestem nadzieją na lepsze jutro.
przedpokój, przyćmione światło, kieliszek wina.
drzwi uchylają się bezszelestnie. nie mówią nic. on podchodzi do niej i delikatnie dotyka jej ramion. mimo, że ma ciepłe dłonie ona drży. oboje wiedzą, że to już, że to dziś [for all we know we might not get tomorrow]. ona wysuwa stopy ze szpilek, cicho, cichutko, staje się coraz mniejsza, coraz bardziej bezbronna. jego oczy są poważne, choć zakochane. poważnie zakochane. jej oczy się uśmiechają tym szczęściem, które wie...
pozwala mu zsunąć ramiączka sukni, którą ubrała dziś specjalnie dla niego. opada na podłogę z cichym szelestem. gdzieś w tle szumi muzyka, ale ona, znawczyni każdej wyprodukowanej nuty, nie rozpoznaje już dźwięków. w jej głowie, w jej ciele, w jej dłoniach, w środku niej wszystko gra inaczej. ich muzyką. ich słowami. stoi przed nim zupełnie naga, jej sutki twardnieją – nie wie czy z zimna czy od jego spojrzenia. delikatnie, jakby nie chcąc jej spłoszyć, dotyka jej piersi. zamyka je w dłoniach a ona odchyla głowę lekko do tyłu wzdychając. ciężkie kolczyki kołyszą się ponad jej ramionami a on nie może powstrzymać się, żeby pocałować to urocze miejsce tuż przy jej obojczyku. ona chłonie jego zapach, jego dłonie, przyciąga jego głowę do siebie. silnie, mocno, namiętnie. jej ciało już się poddało, ona się poddała. on uśmiecha się widząc jak bardzo ona jest jego [wreszcie], unosi ją na swoich ramionach. cicho zamykają się drzwi.
panie s. odszedł pan na zawsze. pana miejsce zajął ktoś inny. ktoś, kto potrafi kochać bardziej, ktoś kto potrafi kochać naprawdę. to naturalna kolej rzeczy, prawda?
bądź, zawsze, bądź szczęśliwy.
ta część mojego serca zawsze będzie wypełniona tobą.
ale już, po tylu latach, zamknęły się te drzwi, kiedy jeszcze możliwy był odwrót.
kiedy byłam dla ciebie. przez tyle, tyle lat. ciągle, codziennie. codziennie.
nie wykorzystałeś tej szansy.
nie wykorzystałam tej szansy.
mimo, że wiem o tobie wszystko. nadal.
może mogłabym pracować w kontrwywiadzie. a może za dużo czytałam larssona.
who knows.
dziękuję za te wszystkie lata. dziękuję za ten jeden, niewiarygodny, nieprawdopodobnie piękny miesiąc.
zamknęłam ten rozdział, bezpowrotnie.
wiem, długo, długo to trwało, ale było mi z tym dobrze. było mi dobrze ze sobą.
teraz jestem dla kogoś innego, równie nieosiągalnego, ale jednak…. jednak….
to dobrze, gdy ktoś cię kocha.
to dobrze, gdy ty kochasz.
panie s. dziękuję panu. kochałam pana naprawdę. naprawdę. naprawdę.
błąd, błąd za błędem, błąd, błąd, błąd….. i ta miłość.
i nie, nie doczekała tych paru miesięcy.
i nie, nie żałowała. chłonęła go całą sobą, wszystkimi zmysłami, swoimi ustami, swoimi oczami, jego ustami, jego oczami, dłońmi.
był tam wciąż. był tam ciągle, od nowa.
i tak, bała się.
bała się wszystkiego.
wszystko,
absolutnie wszystko się zmieniło.
nie wiedziała czy żyje w zakłamaniu, czy, wręcz przeciwnie, w tej miłości.
i czy ta miłość jest tego warta.
spotykała się z diabłem.
to nie był normalny człowiek. był nie-pra-wdo-po-do-bnie inteligentny. nieprawdopodobnie. porażał inteligencją, wiedział wszystko. jego wzrok zabijał jak bazyliszek. zabijał.
ale przecież nie mogła inaczej. nie mogłą pół na pół, nie mogła na pół gwizdka, półśrodkami, to musi być najwyższa półka. tym razem nie podda się tak łatwo.
spotykała się z diabłem. podpisała kontrakt własną krwią. miłość. namiętność. sex. całe to zło. zabije ją kiedyś. przegra tą potyczkę – wiedziała to od początku, od samego początku i nie, nie umiała się opanować, pogrążała się z każdym dniem bardziej.
[spalcie ją na stosie]
syk, syk, syk, kolejna porcja jadu. syk, syk, syk, kolejna. pełno nienawiści, totalny brak szacunku, złość, kontrola, otwarty konflikt, oskarżanie.
boże boże jak ja bardzo chciałabym mieć normalny dom, taki, w którym jest ciepło, uśmiech, szacunek przez duże s.
boże boże jak bardzo nie jestem w stanie tego dokonać.
sądzisz, że już zawsze będę taka sama? że zawsze będę tak marzyć, że zawsze będą te odległe miasta, istambuły, kairy, te piękne miejsca, gdzie przyszło mi pić, tańczyć, pływać nago, kochać się?
sądzisz, że zawsze będę?
właśnie odchodzę. może nie umiem radykalnie, może wolę krok po kroku, oswajać się z tą myślą, powoli, z każdym oddechem, który uświadamia jak bardzo, bardzo to boli.
only yesterday was the time of our lives.
już, już za chwilę, już, już, za moment.
kocham te wspomnienia, w nich będę zawsze. i już tylko w nich.
ot, kolejny rozdział zamknięty, kolejny otwarty.